A łyżeczki swoje znaczenie mają, co potwierdza drugie opowiadanie Re-Eunice. Srebrne łyżeczki otrzymałem od niej - zadziwiające - równolegle z opowiadaniem doktora Marcela Morderstwo przy Bulwarnej 10A . Zadziwiające, bo można mówić o wspólnym wątku, czy też może wspólnym poglądzie na sposoby oczyszczania świata i przestrzeni. Ciarki przechodzą wobec szeroko stosowanych przez kobiety narzędzi makabry...
Dlatego wychodzę. Idę do kuchni polerować łyżeczki.
Srebrne i drewniane.
Nadesłała: R
Srebrne łyżeczki
Emily siedziała przy stole i w skupieniu z wielką starannością czyściła srebrne łyżeczki. Lubiła to robić, ta prosta czynność koiła jej skołatane, wrażliwe nerwy i pozwalała porządkować myśli. Wiele problemów Emily poddała wnikliwej obróbce myślowej w ciszy i skupieniu czyszcząc srebrne łyżeczki.
Teraz była na etapie uspokajania się. Przykrą niespodziankę bowiem uczynił jej najbliższy sąsiad, którego z racji umiłowania do nadzwyczaj wypielęgnowanych trawników nazwała "Kosiarzem umysłów". Emily odnosiła wrażenie, że on w ogóle nie wyłącza kosiarki i że ta piekielna maszyna ma najgłośniejszy silnik w całym mieście. Dziś otwierając okno z radością powitała śpiew ptaków, szczekanie psów, nawet pojedyncze samochody przemykające jej niewielką uliczką. Sąsiad o dziwo, nie kosił.
Emily uśmiechnęła się, wzięła głęboki oddech i wtedy dobiegł do niej zapach świeżo kopanej ziemi. Jej serce zatrzepotało się gwałtownie i poczuła silny zawrót głowy. O nie, czyżby już ktoś odkrył jej tajemnicę. Stała i mocno trzymała się parapetu, kiedy wreszcie przytomnie spojrzała przed siebie ze zdumieniem stwierdziła, że to sąsiad napełnia ziemią długie korytka pod sadzonki kwiatów. Zachciało mu się kwiatków, akurat dzisiaj. Tego Emily było za dużo, pośpiesznie zamknęła okno, przede wszystkim, żeby odciąć się od drażniącego zapachu świeżo kopanej ziemi, o którym od kilku dni chciała zapomnieć. No to już wolałaby, żeby kosił trawę. Nikczemna złośliwość sąsiada wywołała na jej pięknej twarzy grymas zniechęcenia i odrazy. Emily popatrzyła w błękitne niebo, to była pierwsza faza uspokojenia, po czym sięgnęła do szuflady po srebrne łyżeczki. Teraz na chwilę przerwała czyszczenie, podmuchała kilka razy w górę usiłując w ten sposób odgarnąć zbyt długą ciemnoblond grzywkę opadającą na jej ciemne, wyraziste oczy i rozpoczęła retrospekcję wydarzeń ostatnich dni.
Idealną kryjówkę odnalazła na końcu rozległego ogrodu za krzewami lilaka czyli bzu. Od lat była tam sterta kamieni, które zbierane były z myślą o skalnym ogródku. Ogródek nie powstał a sterta kamieni została. Emily postanowiła przenieść te kamienie, wykopać dół i tam wreszcie ukryć To. Kamienie przenosiła przez dwa wieczory. Trzeciego wieczora wbiła łopatę w ziemię i zaczęła kopać. Niestety nadwątlone siły pozwoliły jej wykopać niewielki dół. Trzeba było pokawałkować i umieścić w dole osobno korpus, osobno kończyny i osobno coś co przypominało głowę. Emily pracowała jak w amoku, nie podejrzewała nigdy siebie o taką wytrwałość. Nawet zdobyła się na refleksję: strzeżcie się panowie gniewu wrażliwych kobiet, bo w swej determinacji potrafią skumulować nie tylko niezwykłą siłę, ale i lisią przebiegłość. Właśnie przyklepywała zasypany już dół i mimo nadludzkiego wysiłku krzyczała: a masz, a masz, zniknij na zawsze ty przebrzydły stworze. Uwolniona złość w szale zwycięstwa, pociągnęła za sobą ukryte lęki i frustracje, których tego wieczora Emily też się pozbywała. Zaczęła więc tańczyć na świeżej ziemi dziki taniec zwycięstwa i wykrzywiać twarz w najokropniejsze grymasy, w końcu zaśmiewając się w jej mniemaniu szyderczo, padła na plecy i wpatrywała się z ulgą w rozgwieżdżone niebo. Obudziła się obolała nad ranem. Szał radości ustąpił miejsca niepokojowi. Oby tylko nikt nie poznał jej tajemnicy.
Emily podniosła ku górze srebrną łyżeczkę sprawdzając dokładnie jej nieskazitelną powierzchnię. Łyżeczka lśniła ciepłym blaskiem, który Emily tak lubiła i który taki spokój sprowadzał na jej serce. Przypomniało jej się jak kiedyś babcia odkrywszy jej pasję, śmiejąc się powiedziała: och, Emily przecież to zajęcie służących. Emily niezrażona odpowiedziała: to tylko zabawa, babciu, a służących od dawna tu nie ma. Emily spojrzała na zegar. Pośpiesznie schowała do szuflady srebrne łyżeczki. Czekała. Patrzyła na coraz powolniejszą wskazówkę odmierzającą sekundy i usiłowała nadać twarzy tę nieporuszoność jaką znała u bohaterów starożytnych westernów. Oto sprawy z ogrodu ciąg dalszy. Usłyszała otwierane na dole drzwi. A potem dziki wrzask: Emily, gdzie jest moja zbroja. Emily mimo woli wydęła usta i pomyślała: też mi zbroja, ta kupa blach, o którą się bez ustanku w holu zawadzała i nieraz dotkliwie pokaleczyła. To do tej hmm, zbroi ściągał ciągle nowe części, zostawiając je po całym domu. Emily szybko zgasiła mściwy uśmiech, który pojawił się w kącikach ust i zafrasowanym tonem powiedziała: właśnie chciałam Ci powiedzieć, że chyba ktoś ją ukradł...
Chcę randki z Emily...
OdpowiedzUsuńNajpierw Andżelika, teraz Emily, ciekawe ktora zdobędzie serca czytelników???
OdpowiedzUsuńdo Anonima- ja tam bym wolała unikać Emily!
...myślę, że Andżelika ma okrutniejsze pomysły:) hi hi hi choć obie lubie, Emily wydaje się dość dziwaczna;-)
OdpowiedzUsuńEmily jest tajemniczna, trochę ekscentryczna czyli można powiedzieć, że dziwaczna, ale nie nudna. I podoba się panom, bo jest ładną kobietą, a nawet bardzo ładną. ;-)
OdpowiedzUsuńRe-Eunice
:-) czekam na więcej...ONO.
OdpowiedzUsuńCzy Re-Eunice jest szczęśliwą kobietą?
OdpowiedzUsuńCzy szczęśliwa kobieta wykopuje doły ku pogrzebaniu, drogi Autorze?
OdpowiedzUsuńI tak - po chirurgicznej zmianie wizerunku - sam sobie odpowiedziałem na postawione pytanie. Zmiana była konieczna, gdyż moje komentarze zostawiane na czyichś blogach, a podpisane AUTOR, czyniły konfuzję i osobliwość.
OdpowiedzUsuńZabiegu dokonał dr Seth. Bez znieczulenia, przy pomocy dłuta, siekiery i bosaka. Wyszło doskonale - gąsior grogu wypity na rozgrzewkę wzmocnił precyzję!
Też tak robię, na lekcjach- sama sobie zadaję pytanie i odpowiadam. Zawsze na piątkę.
OdpowiedzUsuńA to mnie - mam na myśli jakość odpowiedzi - wcale, droga Ewo nie dziwi!
OdpowiedzUsuńAle jak tak się zastanowić... Hm, a co wypełnia ławki w klasie? Manekiny krawieckie? Czy jakieś inne milczące twory?
OdpowiedzUsuńManekiny nie maja adhd...
OdpowiedzUsuńZabieg chirurgiczny przeprowadzony z idealną precyzją:)
OdpowiedzUsuńCzy Lew Nemejski zauważył,że przekroczył magiczną liczbę 2 000 wyświetleń !?
OdpowiedzUsuńCudowne i ciepłe miejsce przyciąga....absurd i groteska w takim wydaniu jest wspaniałą trucizną i działa jak balsam na płaty mózgowe;) ...Gratulacje!
Nie 2000, lecz 20000! Lew zauważył. I warczy i mruczy, i kły szczerzy. Z wdzięczności dla wszystkich, co korbą licznika Strony kręcą. Także dla Ciebie, Black Ghost... Masz i Ty piękny, duchowy wkład w ten wynik. Kłaniam się! :)
OdpowiedzUsuńO kurcze zero zżarło ;( to ta trutka na szczury ...Lew zaserwował !! a doktorka nie było !;(
OdpowiedzUsuń20 124 teraz ! się kręci ha ha ha...Black Ghost uniżenie się kłania ;/
Zawsze mówiłem, że nie ma co się spieszyć z egzorcystą... ;)
OdpowiedzUsuńA propos chirurgicznej precyzji, Black Ghost - powiększ moją literę L, a dojrzysz scenę wstrząsającą... Zaprawdę, powiadam Wam, dzień sądu i piekieł nadchodzi!
OdpowiedzUsuń;)
Powiększyłam;-) i podoba mi się prze okrutnie :)
OdpowiedzUsuńhihi lubię takie klimaty!
Dlatego czujesz się tu jak w domu...
OdpowiedzUsuń;-)
No!;-)
OdpowiedzUsuń...to gdzie jest moje łoże?;))...ja sypiam za filarkiem!
Za filarkiem, pamiętamy. Miejsce zarezerwowane i odgrodzone taśmą policyjną.
OdpowiedzUsuńCiekawe, gdzie sypia dr Marcel?...
Bo Seth nie sypia w ogóle. Ale już wiem, jaki napój izotoniczny stosuje. Straszna sprawa.
w kostnicy. Lubie chłodne pomieszczenia.......
OdpowiedzUsuń.......no i jest się do kogo przytulić.
OdpowiedzUsuń:O
No... i jak intymnie;)
OdpowiedzUsuńA to zależy, ilu wstanie. ;)
OdpowiedzUsuń