Zaś misja rozbawienia jest misją nieśmiertelną. Dopóki ostatni z Lwów będzie miał siły pomrukiwać, misja - wszak szlachetna, heroiczna i odpowiedzialna - będzie kontynuowana.
Do ostatniej kropli... Hm, do ostatniego wyziewu... No, powiedzmy: do ostatniego chichotu.
Parodia zamieszczona poniżej? Celna, przenikliwa, zabawna, długo by mnożyć pochwały, a to nie lekcja arytmetyki, tylko misja. Gdy skończyłem lekturę, chciałem uchylić cylindra, a że go nie miałem, byłem już gotów skalp zdjąć sobie, by podziw i uznanie wyrazić.
Ostatecznie chwyciłem kota w radosne objęcia, bo może Ewa nie oczekuje poklasku spływającego krwią?
Zapraszam do lektury wiosennie świeżej i smakowitej...
Nadesłała: Ew
a ŁokuciejewskaDocent Ptah rozmawia z żoną przy obiedzie.
Kłótnia, czyli męskie i żeńskie spojrzenie na grozę
- No i co? Płoowiesz coś? - właśnie przełykał duży kęs schabowego.
- A o czym? - uśmiechnęła się sprytnie.
- No o opowiadanku…
- O tym ostatnim? - do sprytnego uśmiechu dołączył błysk w oku.
- Nuo…
- No… Fajne.
Nastała cisza, którą można było pokroić nożem. Tym z ząbkami. Nakładał na widelec kawałek kotleta, porcyjkę ziemniaczków i kapustki zasmażanej. Tak na jeden kęs. Między jednym a drugim zapytał:
- Fajne… ALE…?
- No nie. Nie ma żadnego „ale”… - błysk w oku rozbłysł i zgasł natychmiast.
- Nie udawaj. Widzę.
- Pomarańcza…
- Co z pomarańczą?
- Musiałeś ją wpychać jej do krtani?
- A gdzie jej miałem wepchnąć?
- Misiaczku… Nie wiesz, co można zrobić z pomarańczką? - zagulgotała zalotnie.
- Eeee tam! Czepiasz się.
- No jasne. Ja się czepiam. Jak zawsze.
Kroił zaciekle kotleta i przy okazji niezręczną ciszę.
- Ale… Zaraz… To nie było w ostatnim… - przypomniał sobie nagle i odłożył z wrażenia widelec na brzeg talerza.
- Aaaa. No tak. Przepraszam.
Podjął widelec i znów jedli w milczeniu.
- Widzisz? Nawet nie wiesz, o czym mówisz.
- O czym nie wiem, że nie wiem, o czym mówię? - odzyskała błysk we wzroku.
- Nie udawaj idiotki.
- Nie udawaj męża idiotki…
Jak rzadko kiedy, ktoś wyłączył telewizor przy jedzeniu, a teraz akurat bardzo go brakowało. Za oknem sąsiad gwizdał „La Cucaracha”. Gwizdał nieumiejętnie i fałszująco.
- No dobra… Wyrywanie paznokci… Też bardzo subtelne. Filmów o wojnie się naoglądałeś?
- To nie ma być subtelne! To ma być krwawe! - dla potwierdzenia dźgnął schabowego w samo serce.
Potem jeszcze dwa razy widelcem - dla siebie. I faktycznie! - trochę ulżyło.
- Aha… - powiedziała całkiem spokojnie, jakby skrzypienie o talerz nie robiło na niej zupełnie wrażenia.
- Znowu się człepiaszsz? - postanowił pogryźć to, co zadźgał na śmierć.
- Nie ja zaczęłam tę rozmowę…
- Specjalnie to robisz?
- Co takiego? Nie można już nic powiedzieć?
- Wyklepujesz je na takie płaskie wióry? Przecież wiesz, że lubię grube. Prawie krwiste.
- Nieprawda?
- Co nieprawda?
- Nieprawda, że lubisz krwiste.
- Chyba lepiej wiem, do cholery, co bardziej lubię!
Podniósł głos tak bardzo, że zagłuszył „La Cucarachę”.
- W tym rzecz, Ptahszku, że nie wiesz, najwyraźniej… - westchnęła, wcale niespeszona jego wrzaskiem.
- A w ogóle, to, co jest nie tak z wyrywaniem paznokci? Stary, sprawdzony sposób…
- No… przez faszystów na przykład…
- No właśnie. Taka jesteś mądra, to co innego wymyślisz?
- No nie wiem. - Mina jej trochę zrzedła. - No już mogłoby być, ale np. u nóg…
- U nóg? Chyba zwariowałaś? - wydarł się dyszkantem.
- No… - parła dalej niezrażona. - Ściąga mu skarpetki… Te, które codziennie pierze…
- Te jego ulubione - podchwycił. - Z dziurami…
- Właśnie! Z dziurami… A tam… A tam… - zawiesiła głos. - Patrzy… Patrzy… A tam…
- Wygłupiasz się.
- No jasne, że się wygłupiam.
- A ja chciałem porozmawiać poważnie - zrobił obrażoną minę.
- Wiem! - triumfowała. - A tam pomalowane paznokcie!
Widelec zawisł w drodze do jamy ustnej, rozdziawionej w niemym zdziwieniu.
- Chyba cię pogięło… - wykrztusił wreszcie.
- Wielki paluch owłosionej stopy - na karminowo… - rozmarzyła się nie zważając na inwektywy.- Albo z brokatem. Perłowy jest modny… - popatrzyła wytrawnym okiem znawcy na swoje paznokcie - żelowe, „alternatywa dla french manicure”, końcówki pomalowane na krwistoczerwono.
- Wyglądasz, jakbyś kroiła wątróbkę… Albo rozdrapywała…
- Durny jesteś. I tyle. - Obruszona wzruszyła ramionami i zagłębiła paznokieć w swoim kotlecie
- Właśnie, że lubię krwiste kotlety… - zmienił szybko temat na stary.
- Nie ma krwistych schabowych, młotku.
- Ale je lubię… Sama jesteś młotek.
- Młotek jest rodzaju męskiego.
- I co z tego?
-Twoje inwektywy też są głupie. Młotku.
- A młotek jest mądry?
- Właśnie… Jest głupi - triumfująco wskazała na niego żelowym wskazującym.- „Krowo”, „świnio”, „kurduplo”- daj spokój…
- „Młotku”… Daj spokój. Poza tym… Człowiek w zdenerwowaniu nie wymyśla. Zwyczajny człowiek.
- Aha.
- Dobra. A jakieś konkrety? Argumenty? Jakbym chciał być werystyczny, bluzgom nie byłoby końca.
- To można udusić, zadźgać i zjeść, popić krwią, a nie wolno bluzgać?
- To literatura!
- No… Może… Ale podpalanie krocza?
- Co? Prawda, że fajne?- zapytał z nieukrywaną dumą.
- Super. Bardzo wyrafinowane.
- To - nie -ma - być - wyrafinowane! Ani subtelne! - wycedził każde z tych słów osobno i z naciskiem.
- Aha.
- Elokwentna jesteś.
- No… i wyrafinowana.
- Wyrafinowana lafirynda!
- Młotek!... „Człowiek w zdenerwowaniu nie wymyśla?”
- Oupf! - nie wiadomo, co chciał powiedzieć, bo zakrztusił się kapustą zasmażaną.
Łapał powietrze, które jeszcze bardziej wpychało zasmażkę do tchawicy. Obiegła stół i walnęła go w plecy z rozmachu. Trzy razy. Zapomniała, że wciąż trzyma w dłoni nóż. Ten z ząbkami. Subtelne?
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńrobić z doktora Setha docenta Ptaha - puchar numer jeden.
OdpowiedzUsuńZakończyć historię w pełnej krasie humoru czarnego - puchar drugi.
Wręczywszy dwa puchary, z czystym jak kryształ pucharowy sumieniem, idę spać.
Nogi urwane...za piecem schowane...rece... zmiazdzone...na wpol..juz zgryzione...pustki...sprawilas...okropne
OdpowiedzUsuńCzekam na krwawy rewanż dra Setha.
OdpowiedzUsuńMyślało ONO, że nie przeczyta już nic lepszego niż "Waran" a tu niespodzianka! Pani Ewo, pokłony dla Pani!!! Uwielbiam Panią!
OdpowiedzUsuń"Docent Ptah..." należy bez wątpliwości do najlepszych opowiadań publikowanych kiedykolwiek na tej Stronie.
OdpowiedzUsuńDroga Pani Ewo! Czytajac Pani opowiadanie, skadinad dziwnie znajome w tematyce, skladam poklon do ziemi, klaszcze w dlonie i wolam Vivat! Poniewaz przeczytalem wspaniala parodie swego opowiadania, pozostalo mi oddac podwójny SALUT- jeden tutaj, jeden odbyl sie w postaci rzutu taca z narzedziami w nowa pielegniarke, taki gest powstaly z radosci:)
OdpowiedzUsuńDodat tylko, ze "zemsta" bedzie slodka!