Nadesłało: ONO So
cjopatyczneWena
Siedziała skulona na łóżku i czekała na wenę. Nic. Nic jej nie przychodziło do głowy, nawet pierwsze zdanie opowiadania.
- Nie mogę dać plamy...! Chociaż coś! O Boże, zlituj się nade mną i wbij mi do łba jakiś pomysł! - mówiła sama do siebie cichutkim błagalnym głosem.
Nic.
- Herbatka. Zrobię sobię herbatkę...wyciszę się, to mi pomoże - wesoło już tym razem powiedziała do śpiącej obok niej tłustej kotki.
Poszły obie.
Leżała na łóżku, spojrzała na pustą już szklankę i na równie pustą kartkę. Nerwowo gryzła paznokcie prawej ręki.
Był piękny majowy poranek... Obudziła się przy jego boku i pomyślała o swoim wielkim szczęściu....
- NIE NIE NIE!!! Do jasnej cholery to ma być kryminał a nie romansidło! - wykrzyczała sama do siebie - Jeszcze raz.
Był piękny majowy poranek... Obudziła się przy jego boku i pomyślała o swoim wielkim szczęściu, nie zdając sobie sprawy, że leży obok martwego człowieka...
- Ok, może być na początek - powiedziała do grubej kotki, która się leniwie przeciągała, leżąc u jej stóp.
Nerwowo podgryzała na zmianę to paznokcie, to długopis; nie zdawała sobie sprawy, że połowa jej twarzy jest umazana w tuszu z obgryzionego wkładu a z palca wskazującego cieknie krew. Obgryzła go. Zmasakrowała go i gapiąc się w to jedno zdanie na kartce. Zabrała się za środkowy. Po godzinie ociekała krwią.
Wciąż nie pisała. Jej oddech był nerwowy, płytki, oczy przekrwione od płaczu, a głos zachrypł od krzyków. Skończyły jej się paznokcie u rak. Spojrzała na stopy. Miała pieknie zadbane, delikatne i pomalowane na srebrno paznokcie. Nie zastanawiała się długo. Przyciągnęła stopę do ust i chrupnęło...
Po półgodzinie krew na jej rękach już delikatnie przyschła, za to na stopach była świeża. Wszystkie palce były zakrwawione, opuchnięte i bolały. Bolały ją niemiłosiernie. Pusta, brudna kartka leżała na podłodze, nie była już ważna. Nie istniała dla niej. Siedziała na swoim łóżku i bujała się, jakby miała chorobę sierocą.
- I co dalej...? - Pomyślała - Co teraz mam robić? Paznokcie się skończyły...
Nagle błysnęła jej myśl. Zwinnie wstała z łóżka, rozejrzała się po pokoju. Miała szaleństwo w oczach...
- Kici kici...
Kotka instynktownie uciekła w popłochu.
Powyższy incydent dowodzi, że udział w Konkursie Urodzinowym ogłoszonym przez Autora JEST NIEBEZPIECZNY. Przecież gdy za bardzo zależy... Ilu uczestników skonsumowało sobie i pochwyconym domownikom kończyny? Głowy? Zawartość głów?...
OdpowiedzUsuńNigdy się już tego nie dowiemy.
No fajnie... Może jakaś medytacja, snickers albo kanapka ze smalcem?
OdpowiedzUsuńKocie paznokcie mogą być niebezpieczne...
Dobrze napisane, tylko lekko przegięte w stronę macabry- czyli tak, jak lubię. Gratuluję.
Ewa Ł.
Dziękuję Pani Ewo. To dla mnie zaszczyt usłyszeć takie słowa, gdyż to moje pierwsze opowiadanie jakie napisałam. Wcześniej były tylko rozprawki z języka polskiego ale to dawno dawno...:)ONO
OdpowiedzUsuńCzy w tych rozprawkach ginęli ludzie?
OdpowiedzUsuń;-)
Niestety nie pozwalali mi na to :) ONO
OdpowiedzUsuńUfFfF... ONO, ale nie określiłaś się z wyborem. Pani Ewa rzuciła ofertę dość terapeutyczną; medytacja, snickers czy smalec?
OdpowiedzUsuńMedytować nie lubię, orzeszków ziemnych też nie lubię, więc biorę smalec (ze skwareczkami mam nadzieję):)ONO
OdpowiedzUsuńszkoda ze ja takiej glowy nie mam do pisania jak wy:D ONO doprawdy powiadam ci, po takim pomyśle bała bym sie z tobą zadawać:) to opowiadanie było dla mnie debeściarskie!!! mam nadzieje ze ONO nie ma kota;)
OdpowiedzUsuńZ tego, co wiem, to owszem, ma... Tylko już pewnie bez pazurów...Opowiadanie dobrze wyważone, z dobrym nastrojem w tle. Naprawdę super! Jeśli naprawdę pierwsze, to warto rozwijać talent.
OdpowiedzUsuńSmalec jest chyba najgorszy dla bioder.
Ewa Ł.
Bibi - tenkju wery macz i wierz mi na słowo, mam szaleństwo w oczach, strach ze mną przebywać w jednym pomieszczeniu :)
OdpowiedzUsuńPani Ewo, Pani również dziękuję. A co do smalcu to będę go wcierać we włosy, dobrze robi na włosy :)
ONO , oj oj rzeczywiscie pomysł normalnie rodem z kosmosu:) Marcelowi sie podobało i to strasznie, hihi.... Takiego opowiadania sie chyba nikt nie spodziewał!!!!!
OdpowiedzUsuńDzięki Marcel :)ONO
OdpowiedzUsuńAle ONO smalec we włosy????? a gdzie te czasy kiedy go jadłeś z chlebem i ogórkiem przy piwie???? wtedy we włosy nie wcierałaś:)hi hi hi
OdpowiedzUsuńHmmm...Marcelu...czy my się znamy??? Ty Chamie jeden TY!!! :)
OdpowiedzUsuńbez nienawiści do smalcu....
OdpowiedzUsuńTo smalec zjadamy a na włosy majonez :D
OdpowiedzUsuńONO szmalec sie mówi szmalec:D :D :D
OdpowiedzUsuń