Tym razem w nowym cyklu: dohorroruj opowiadanie. Pod spodem zamieszczam historię, która nie ma zakończenia. A powinna. Liczę, że Wy je napiszecie. Za 2-3 tygodnie opublikujemy tę samą historię kilka razy - lecz zawsze z innym, alternatywnym zakończeniem. Które każdy z Was dopisze...
...o ile tylko zechce to zrobić i zakończenie to e-mailem przesłać. Za co dziękuję z góry - liczę na Wasz odzew i to bardzo. Ta sama historia może mieć kilka skrajnie różnych finałów: komicznych, beznadziejnych, optymistycznych czy druzgocąco makabrycznych...
Wszystko w Waszych rękach i umysłach. To Wy decydujcie o przeznaczeniu istot z poniższej historii...

Balony
Kapadocja obudziła się w środku nocy, sama nie wiedząc, dlaczego. Śniło jej się, że spędza wakacje w krainie słoników z różowej porcelany, które ganiały z nią po łące, trąbiły wesoło, chrumkały wieprzowo i trochę owczo pobekiwały... To był piękny sen, dopóki słoniki nagle nie powpadały na siebie i nie rozbiły z trzaskiem.
Trzask pochodził raczej z prawdziwego świata i po prostu to on rozbił ten cały porcelanowy sen.
Kapadocja zamrugała oczami i rozejrzała się nieco bojaźliwie.
Pokój, który wynajęła z chłopakiem, Bertoldem, na czas wakacji w Łebie, od wieczora się nie zmienił. Jedno łóżko, jeden stół, jedno krzesło, jedna szafa...
No właśnie. Drzwi szafy, do której przed pójściem spać wrzucili płetwy, materac i kostiumy kąpielowe, były uchylone.
A przecież Bertold zablokował drzwi zagiętym gwoździem – co zresztą zalecała z rozbrajającą szczerością pani Bonna, właścicielka pensjonatu.
- Po co chroboty mają budzić – rzekła przy wręczaniu kluczy.
Kapadocja obejrzała się na chłopaka. Oczywiście spał w pozycji „żołnierza skoszonego serią”, jak to sam określał z humorem - w poprzek łóżka, z rozrzuconymi ramionami, z głową niewidoczną, bo zwisająca z drugiej strony łóżka.
Okno otworzyło się nagle i do pokoju wpłynął delikatny powiew wiatru. Pom, pom, pom, pom – Kapadocja poderwała wzrok i ujrzała, że balony podwieszone pod sufitem rozdygotały się, uderzając o siebie.
To był prezent od dziwnego sprzedawcy waty cukrowej. Wciskał im te balony natarczywie – a oni ustąpili wreszcie z niechęcią, by ów człowiek się odczepił.
Z niechęcią, bo balony były osobliwe: jedne zdeformowane, pomarszczone, inne rozdęte, straszące gotowością eksplodowania w chwili, gdy się o nich zapomni. Niektórym wystawały narośle, nosy lub nawet dziwaczne podbródki.
Bardzo brzydkie, okropne i właściwie przerażające balony.
Szkoda, że Bertold nieoczekiwanie odkrył sobie w nich urok i uparł się, by balotwory zatrzymać.
Drzwi od szafy skrzypnęły, a balony znów zakołysały się mocno.
Pom, pom, pom, pom...
Wystraszona Kapadocja szarpnęła za
...no właśnie: za co? Co działo się owej ciepłej, nieco wietrznej nocy na kwaterze łebskiego pensjonatu Ildefons VII? Czy niepokój Kapadocji miał uzasadnienie? Czy sen o porcelanowych słonikach miał szansę powrócić? I czy pani pensjonatowa Bonna nie okazała trochę arogancji z tymi uszczerbkami meblowymi?
Cóż - ja na te pytania odpowiedzi nie znam. Może Wasze zakończenia udzielą choć jednej...
zanim napisze koniec opowiadania to przez dwa dni bede musiala sie tych imion uczyć na pamięć;)
OdpowiedzUsuńI ja postaram się dohorroryzować opowiadanie, muszę tylko przeinkarnować się - no możne w mysz wampirską po cichaczu wpełznąć do pensjonatu Ildefonsa VII :)) kto wie co ja tam zobaczę !
OdpowiedzUsuńGama
Bibi nie przepadła o nie! ciagle tu jestem!!!!!! ONO pozdrowionka!!!
OdpowiedzUsuńAutor swietne opowiadanka te nowe!!! aż ciężko powiedziec które najlepsze, ale chyba najbardziej podobało mi sie " LWY NEMEJSKIE 2" i Magda: podstępna, szalona ( chyba jak kazda Magda hihihi)
OdpowiedzUsuńMożliwe:). Uciekajmy przed Magdami!
OdpowiedzUsuńDohorrorowałam już swoje i niecierpliwie czekam na Wasze ddoohhoorroorroowwaanniiaa :)
OdpowiedzUsuńJeszcze ze dwa-trzy dni i dohorrorowania będą publikantum.
OdpowiedzUsuńO ta ja się muszę szybko dooohororrrryzować ;)
OdpowiedzUsuńpoczekajcie>>>> Gama
Gamo, sobota, sobota albo po ptakach!
OdpowiedzUsuńI proszę mi się zarejestrować:).
Doktor Marcel jest bardzo zdenerwowany.
Tak kochani by, być pacjentem naszej przychodni rodzinnej nalezy rejestrować się- w rejestaracji!!! inaczej DR.MARCEL nie bedzie mógł podjąć stosownej terapi, bez wglądu w kartę pacjenta!!! zapraszamy wiec do rejestracji!!!
OdpowiedzUsuńKurna i po ptokach!:(..ale i tak kiedyś napiszę:))
OdpowiedzUsuń...DR.MARCELKU! wybacz mą opieszałość ale zapomniałam dziś wsiąść no..tych...jak to na pamięć,więc potrzebna mi lekka terapia wstrząsowa,no ewentualnie jakieś łoże madejowe!...to ja się już do tej terapii przygotuję!!! dobrze dr Marcelku:P? Gama
Pacjent gotowy...czeka na terapię!!!
OdpowiedzUsuńWitamy serdecznie i uwolnienia z góry odmawiamy!
OdpowiedzUsuń:-)...ja już się przykułam do tego madejowego!teraz już nawet terapia mnie nie uratuje!
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę!
Ja się cieszę jak dziecko, które przejęło władzę nad moim jestestwem:).
OdpowiedzUsuńA awatar masz po prostu URZEKAYĄCY!
:-)))
OdpowiedzUsuńUdało się;-)) tylko kilka godzin opóźnienia ! hura!!!
Opóźnienia z czym?
OdpowiedzUsuńDR.MARCEL wyraża zadowolenie niezmierne, z powodu rejestracji nowego pacjenta!!!! :D
OdpowiedzUsuń:D :D
Mnie też jest niezmiernie fajowo...nowy pacjent zgłasza się do przeglądu:-DD
OdpowiedzUsuńPamiętaj, Gamo,że po odbyciu zasadniczej służby pacjęczej możesz zdawać egzamin na lekarza nemejskiego.
OdpowiedzUsuńA ile trwa staż? :DD
OdpowiedzUsuń20 komentarzy i 2 opowiadania.
OdpowiedzUsuńAlbo - zastępczo - cztery narządy poświęcić na badania.
Po których zwrócimy je zresztą.