
Nadesłała: Bibi
Matematyka...
Pani Brodecki otworzyła drzwi do klasy:
- Proszę zająć miejsca, nauczyciel jest już w sali.
- Wal się na ryj!
" Ten sam tekst od ośmiu lat, mogli by wymyślić coś nowego"- pomyślała.
-Dziś będziemy szlifować waszą geometrię.
-Stul pysk!
" To też już słyszałam"
- Herbert zajmij miejsce, schowaj ten nóż, i tak nikt się ciebie nie boi!
-Waruj, kundlu!
"uuuuu.... coś nowego, ich komórki mózgowe ciągle jednak pracują"
- Myślę ze powinniście mieć więcej szacunku dla starszych, a tym bardziej dla nauczycieli. Koniec tego. Zaczynamy w końcu naukę. Nie dam już sobą dłużej pomiatać!!!! Idę po dyrektora!
- Nie kłopocze się pani, bucol siedzi w szafie!
Pani Brodecki otworzyła drzwi szafy, w której trzymała przyrządy do matematyki.
Dyrektor siedział skulony, trzęsąc się jak truśka.
-Wal się na ryj, to moja kryjówka!!!!
Nie było już dla nich ratunku, dla nikogo nie było ratunku.
Kobieta usiadła przy swoim biurku, spoglądając na polska młodzież, dumę naszego narodu!
Na Janka dłubiącego ekierką w nosie, na Dereka tańczącego czaczę ze śmietnikiem na głowie i na Juliettę z genitaliami narysowanymi dlugopisem na czole...
Wyciągnęła z torebki mały srebrny pistolet, i raz po razie strzeliła;
to w nos Janka, to w śmietnik Dereka, to w genitalia Julietty.
Na koniec podeszła do swojej szafy i ostatnie piętnaście kul władowała w jej drzwiczki.
Mistrzowsko zdmuchnęła dymek unoszący się ponad lufą - choć wcale się tam nic nie unosiło - i oznajmiła:
- Walcie się na ryj!!!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWyjątkowo nie lubię zwrotu "walcie się na...", poza tym surowy, jakoby wręcz ustanowiony przez zakon jezuitów regulamin Lwów zabrania publikacji wszelkich opowiadań i artykułów ze zwrotami ordynarnymi czy wulgarnie seksualnymi. Ja też tego unikam. Opowiadanie Bibi publikuję bez cięć chirurgicznych w drodze niepowtarzalnego wyjątku ze względu na realizm (bardzo smutny, swoją drogą), bo też czasy, gdy uczniowie wyrażali się za pomocą zwrotów w rodzaju "Czy panicz jest kontent?" minęły wraz z utratą Tarnopola i Lwowa.
OdpowiedzUsuńPoza tym Bibi to zasłużony Komentator, a to też ma znaczenie:).
W opowiadaniu "Matematyka..." proszę zwrócić uwagę na 2-gie zdanie, gdyż znakomicie odzwierciedla dramatyczne położenie nauczyciela przekraczającego próg sali. Gdy ja byłem berbeciem szkolnym, zawsze czuwaliśmy jednym okiem, jednym uchem, i czujką szpiegowsko-wartowniczą - czy nauczyciel JUŻ SIĘ ZBLIŻA. Uchylenie przez niego NIE MOGŁO zostać przegapione. Były to bowiem jeszcze (choć szczątkowo) lata pokory, posłuchu i respektu dla nauczycieli, którzy rzucali krnąbrnym kluczami mosiężnymi w głowę lub ze szkoły wyrzucali i banitą czynili.
A dziś? Nauczyciel wchodzący do klasy (czytaj: na poligon) doskonale zdaje sobie sprawę, że:
a)jego wkroczenie zostanie przegapione
b)jego wkroczenie nie zostanie przegapione, ale zignorowane - można przecież udawać, że się wieloryba nie widzi, który wyskakuje z oczka wodnego, a kto udowodni, że oczy widziały?
Nauczyciel wchodzi, tupie, chrząka, pomrukuje, żałośnie też akcentuje swoją obecność formą "Nauczyciel jest już w sali".
Ale czy to gwarantuje posłuch?
O bezpieczeństwie nie wspominając...
Za moich czasów była pewna starsza nauczycielka geografii, która była tak surowa, że na lekcji panowała głucha cisza. Nikt nie odważył się nawet szepnąć. Jej stałym przyrządem był rozciągany na całą długość srebrny długopis, którego używaliśmy do wskazywania miejsc na mapie. Nazywaliśmy ja "Kobra" i to ja ten pomysł rzuciłem i się przyjęło :)
OdpowiedzUsuńCo do zachowania dzisiejszych dzieci i młodzieży...szkoda słow...
Zemsta nauczycielki w opowiadaniu była moim skromnym zdaniem jak najbardziej adekwatna:)
Uczę w szkole. Nikt jeszcze nie powiedział mi nic w tym stylu.Ale było już tak, ze żeby dojść do głosu musiałam strzelać w powietrze. Chęć puszczenia serii po klasie bardziej wynika u mnie z ich marazmu i totalnej głupoty.
OdpowiedzUsuńNo i e Dereki, Dany, Sandry...Celne- nie ma już polskich imion? Rodzice...
OdpowiedzUsuńDocenić trzeba fakt, że Pani strzela - póki co - w powietrze. A jakiej broni Pani używa?
OdpowiedzUsuńDereków, Denisów i Duncanów jest dziś więcej niż takich Mściwojów czy Ziemowitów, więc to realne. Można co prawda brać przykład z Republiki Czeskiej, gdzie od jakiegoś czasu wyparto anglosaskie fanaberie i trzymają się starych czeskich imion... Ale czy pani sobie wyobraża falę takich Mieszków, Gniewomirów, Drogomysłów i Sieciechów? No, chyba że raczej stadium przedwojenne: Adolf, Eugeniusz, Jadwiga, Mieczysława, Teodor... To już trochę lepiej.
OdpowiedzUsuńNie chodzi o Mściwojów, ale np o Macki Kaśki, Anie, Franciszków itd. A ja bym Derek nawet psa nie nazwała, więc to jest chyba brak szacunku do własnego dziecka.
OdpowiedzUsuńNa razie strzelam sobie w łeb gumką od majtek...
Pozdrawiam swoich uczniów.
Nauczycielka.
Dałaś czadu Bibi. ONO
OdpowiedzUsuń:) :) :) nie było mnie wczoraj wiec miałam dzis wielką radosc gdy zobaczyłam swoje opoawiadnie!!!! SUPER!!!!! dziekuje bardzo.....
OdpowiedzUsuńa i myśle ze imiona to kwestia gustu, kto jak nazywa swoje dzieci to jego sprawa a wcale nie prawda ze nie ma polskich imion w szkołach, moj syn Kacper- chodzi do klasy z ZUZĄ, JAŚKIEM, a nawet STASIEM:) moim zdaniem powoli wraca moda na stare imiona i teraz mozna spotkac wiele takich. nie wiem gdzie pani uczy naprawde. a Derek- to imie z mojego opowiadania a nie z zycia:) dzien wczesniej oglądałam " w rytmie hip hopu " tam był Derek:D :D :D
OdpowiedzUsuńciekawe opowiadanko! każdy pomysł naszych komentatorów jest inny, jednen pisze lżej,jeden mocniej-dobitnie, jak Bibi, jeden makabrycznie, inny znowu smiesznie..... i to jest fajne, zero nudy!!!!
OdpowiedzUsuńZero nudy to hasło polityczne Lwów!
OdpowiedzUsuń