Zaufasz każdemu, kto pomacha ci przed oczami wypłowiałą księgą z napisem Chińskie tortury na jeńcach, chłopach z łapanek i nieufnych pacjentach, wypróbowane w XVIII wieku i nie do końca skuteczne.
Siedmiu opowiadań nie zakwalifikowałem. Sprawiły na mnie osobliwe wrażenia. Niektóre pisano prawdopodobnie gdzieś poza planetą. I chyba ręką kogoś stamtąd właśnie. Inne zdawały się być przepisem na trotyl do rozsadzenia kopalni srebra. Jedno pobrzmiewało jak spóźniona odezwa Traugutta do powstańców. Ale większość jest z nami:). Dziękuję za udział w konkursie!
Zaparzcie kawę i odprężajcie się lekturą. Po to powstały dla Was Lwy Nemejskie.
Nadesłała: Ewa Ł
okuciejewskaWaran
Oglądał po raz ósmy „Piąty element”. Od tygodnia nie wyszedł z mieszkania, nie przebierał się i nie mył.
- Widziałam wczoraj taki film…
- Daj spokój, matka… Te twoje seriale…
- To nie był serial… Przyrodniczy był…
- Matka… Co mnie to obchodzi?
- A powinno, synu, powinno…
Jadł chipsy paprykowe z „Biedronki” i popijał colą z dwupaka - tydzień temu była promocja.
Matka przynosiła mu obiady, choć tego nienawidził i absolutnie jej zabronił.
- Mówiłem, że nie będę tego jadł, nie jestem głodny…
- Głupstwa gadasz, musisz jeść. Człowiek musi jeść. A ty żresz te chipsy tylko, rozchorujesz się…
- I co z tego? I tak nie pracuję. Na zwolnienie nie pójdę…
- Kiedyś coś znajdziesz…
- Tak? A niby gdzie? Daj spokój, mama…
Postawiła garnek na gazie i wlała w niego zupę ze słoika.
- Pomidorową lubisz…
Głuche bulgotanie i chlupot klusek spowodował, że bezwiednie ślina napłynęła mu do ust. Wkurzyło go to - przełknął.
- Lubię i co z tego?
Po chwili jednak jego głos znacznie złagodniał.
- To jaki ten film obejrzałaś?
Odstawił miskę z resztką chipsów na ławę i wytarł tłuste palce w koc na kanapie, pod swoim tyłkiem. Milla Jovovich, jako Leeloo właśnie płakała, bo poznała okrutną historię ludzkości. Obrazy wojen i masakr w zawrotnym tempie migały przed jej oczami, czy też bezpośrednio w mózgu, a po delikatnej, ale dziwnie dzikiej twarzy, płynęły łzy.
- Co?- przykręciła nieco kurek gazu - Aaaa, taki tam… O smokach.
- Litości, matka, o czym?
- No o tych takich zwierzętach, z Comodo, czy jakoś tak?
- Z czego?
- No… Z Comodo. Taka wyspa, chyba…
- A… Smokach… O waranach pewnie…
- No tak, o wa… waranach, synu…
- Nie mów do mnie „synu”, nie cierpię tego…
- A ja nie lubię ”Matka”…
- Przecież nie będę mówił „Jadziu”, jak ojciec…
-„ Mamo”, normalnie „Mamo” masz mówić…
- Dobra, już nie truj… I co z tymi waranami?
Kręciła się nadal po kuchni, chyba próbowała posprzątać. Słyszał tylko postukiwania i strzepywanie ścierki.
- Aaaa… Facet spał na piętrze w swoim własnym łóżku i wa… No…
- Waran…
- No tak… waran, waran go użarł w nogę…
- To bez sensu, mat… mama, warany nie atakują ludzi…
- No właśnie, sy… Nie atakują. Normalnie nie.
- To nie było normalnie? A co było inaczej?
- Nie zmieniał skarpetek.
- Co? Zgłupiałaś, matka? Czy co?
- No tak, Jasiu, tak, tak… Tak właśnie było.
- Dobra… Waran skarpet nie zmieniał. I co?
- Nie waran, tylko ten chłopak….
- Jasne, matka, daj spokój.
Postawiła talerz z gorącą zupą na ławie przed nim i telewizorem.
- Poważnie mówię. Podobno to ten sam smród jest! No… Tego… Gnijącego mięsa i skarpetek…
Przysiadła sobie, jak zwykle skromniutko i ze ścierką w ręce na brzeżku kanapy. Przysunęła mu łyżkę pod łokieć.
- No co ty? I to go zwabiło?
- No właśnie. Na pierwsze piętro wlazł! Wyobrażasz sobie? Na szczęście tylko go no… nadgryzł…
- No co ty?
- No… Nie zabił…
- Pewnie tak… Waran jak się przekonał, że nie ścierwo, to uciekł?
- No… Nie powiedzieli, jak to dokładnie było. Ten chłopak… Przeżył na pewno, bo opowiadał… Przyznał się do tych skarpet…
Zapadła dłuższa chwila ciszy przerywanej jego siorbaniem.
- Nie martw się, mamo, tu nie ma waranów….
- Oj synu, zrobiłbyś coś z sobą…
- Dobra zupka…
- Wiem, że lubisz pomidorową. Jaśku.
- Tylko ty taką robisz, mamo…
Pani Ewo!!!! Ale się ubawiłam tym, opowiadanko jest świetne! Ten dialog między nimi jest niesamowicie zabawny i realistyczny, jak dla mnie mógłby się ciągnąć bez końca a ja bym czytała! Gratuluję pomysłu!
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło!Nie bardzo wierzę w swoje umiejętności żartobliwego pisania...A bardzo bym chciała...
OdpowiedzUsuńEwa Łokuciejewska
Ależ tu nie ma żadnych wątpliwości, Pani Ewo! Dialog rzeczywiście jest wiarygodny psychologicznie i jakby z życia wzięty. I jak widać, nie zawsze trzeba makabry i krwi utoczonej. Ciepły humor z lekką groteską pysznie odpręża:).
OdpowiedzUsuńTo niechże Pani uwierzy...pierwszą fankę już Pani ma :)
OdpowiedzUsuńTo wspaniale mieć fankę! Nowe uczucie do kolekcji. Piszę takie opowiadanka, w których jest coś do jedzenia. W tym -pomidorowa. Miałam wątpliwości, czy to jest "czarny humor" i czy mieszczę się w konwencji...
OdpowiedzUsuńKonwencja czarnego humoru jest szeroko rozgałęziona;-)
OdpowiedzUsuńTak a propos uwielbiam opowiadania, w których coś do konsumpcji podają. I filmy. "Świat według Kiepskich" kręci się wokół stołu (co prawda zazwyczaj zastawionego herbatą i paluszkami), więc nakręca apetyt. A mistrzowskim napędzaczem apetytu jest stara i zapomniana książka Aleksandra Minkowskiego "Gruby"...
OdpowiedzUsuńGdzie jeszcze można poczytać Pani twórczość?
OdpowiedzUsuńAno właściwie nigdzie. Te opowiadania pisze sobie od lat i tyle. Czasem komuś pokazuję.Wydałam w Radwanie ksiażkę pt. "Anhedonia", ale rzecz jest o depresji, wiec raczej mało radosna...A przecież chyba nie muszę wiecznie na smutno...
OdpowiedzUsuńPowinna Pani założyć bloga i wrzucać tam opowiadanka zamiast do szuflady. ONO.
OdpowiedzUsuńtak troche zbiło mnie to opowiadanie, jak myślałam ze sie rozkręca to się skończyło:) ale teksty fajne nawet....
OdpowiedzUsuńTo chyba niezła myśl, chyba faktycznie wrzucę je na bloga. Niektóre są dłuższe...
OdpowiedzUsuńZapraszam.
Ewa Łokuciejewska
http://anhedoniaewalokuciejewska.blogspot.com
marcelowi tez sie podoba...
OdpowiedzUsuń