A skoro już zamierzamy ignorować przestrogi witariańsko pomstującego doktora Kouchakoffa, to przynajmniej nie popełniajmy w grillującym towarzystwie gaf. Tak, jak Brian z opowiadania poniżej.
Nadesłał: dr SethFatalne barbecue
Ian i Fiona zaplanowali z okazji piątej rocznicy ślubu uroczyste barbecue na świeżym powietrzu, w swoim przestronnym ogrodzie. Zaprosili wszystkich przyjaciół (bez dzieci). Goście dopisali, przyszli wszyscy oprócz Honorii, której i tak nikt nie lubił, ale zaproszenie wypadało wysłać.
Na czterech osobnych grillach podsmażały się smakowite kiełbaski, hamburgery i warzywa dla wegetarian. Kieliszki z winem krążyły wokoło, a zapas puszek z piwem czekał w chłodziarce. Panowała wesoła, rozluźniająca atmosfera.
Nagle w jednym z grillów zapalił się wielki płomień. Brian szybko podbiegł z puszka piwa, aby stłumić płomień. W tym samym momencie płomień buchnął nagle z trzykrotną siłą i cała twarz Briana oraz jego ręka znalazły się w ogniu. Przeraźliwie krzycząc, Brian z poczerniałą twarzą i palącym się rękawem koszuli, oraz gorzejącymi gwałtownym płomieniem włosami upadł na trawę. Krzyczał i krzyczał aż zachrypł i w końcu stracił przytomność.
- Cóż za faux-pas - powiedziała Fiona, dolewając wina do kieliszka. Goście zamruczeli potępiająco na niegodne mężczyzny zachowanie Briana.
- Co robimy? - spytał Ian.
- Wymyślę coś, nie trap swojej głupiutkiej główki poważnymi sprawami - odpowiedziała Fiona.
Po odejściu gości, którzy żegnali się wesoło, umawiając się na następne spotkanie, Fiona przystąpiła do działania. Sama osobiście przekopała nieobrośnięty jeszcze fragment ogrodu, wrzuciła ciało do dołu i posadziła w tym miejscu margerytki.
Ot, i problem z głowy. Grille bywają czasem groźne, no i po cóż wkładać twarze tam gdzie nie trzeba?
Rzeczywiście skandaliczne zachowanie Briana, który ewidentnie nie dorósł do masowych spotkań konsumpcyjno-rekreacyjnych. Jak on w ogóle śmiał krzyczeć i kwiczeć i psuć wszystkim smak swym palonym swądem? Skoro już zaczął się karbonizować, to wypadało oddalić się dyskretnie, wymruczawszy przedtem: "Przepraszam, ja na stronę, sprawy urologiczne". No, ale nie każdy jest lwem salonowym. Lubo grillowym.
OdpowiedzUsuńMódlcie się o przebaczenie......,bo jaja tu wypisujeta...
OdpowiedzUsuńOjciec Rydzyk.
Na dodatek spalił kiełbaski!!!..cóż za niesubordynacja,zgroza!...no ale ja na miejscu Fiony posadziłabym stokrotki! są bardziej subiektywne!
OdpowiedzUsuńDr Seth! masz we mnie fankę swych opowiadań..
tak w napięciu trzymająca do końca fabuła!...po raz kolejny!;)
Doktor Seth nie zna litości. To wzór lekarza.
OdpowiedzUsuń@Black Ghost, stanowisz balsam dla mej duszy i natchnienie do pisania...:)
OdpowiedzUsuńKorpus...bezgłowy...bezręki...bez nóg..cały zakrwawiony...wypadł na mnie z szafy na sukienki...
OdpowiedzUsuńProszę ciało schować z powrotem tam, gdzie jego miejsce.
OdpowiedzUsuń