...wbiła się z impetem w czarnohumorową cytadelę Lwów. No proszę. A wydawałoby się, że poezja siły w sobie nie ma ofensywno-oblężniczej...A jednak. Dziś rzadki rarytas na stronie, gdzie częściej odcinamy głowy, niż zdobimy je wieńcami splecionych mleczy i sukulentów. Poezja. Oczywiście - świąteczna.
Lwy się poezji nie boją i poezję serdecznie goszczą.
Jakkolwiek jej nie piszą.
Acz przyznam: kiedyś pisałem. Ba, w VIII klasie wygrałem konkurs szkolny na wiersz...
...antyalkoholowy.
Serio. Taki to był konkurs. Krucjata przeciw nałogom. Wszyscy malowali plakaty lub pisali odezwy trauguttowe na pohybel alkoholowi i nikotynie. A ja napisałem wiersz.
Gdy odczytano go na apelu, zachowałem kamienną twarz. Także wtedy, gdy jeden z kolegów nachylił się ku mnie zafrapowany i szepnął:
- Nic z tego nie rozumiem: a schody w ciemnej giną sieni...? O czym jest ten wiersz?
Chyba rzeczywiście nie rozumiał. W ciągu następnych 20 lat wypił miarkę alkoholu równowartą litrażowi Morza Barentsa.
A ja konkurs wygrałem. Być może dlatego, że nikt nie rozumiał i bał się to głośno wyrazić... ale wygrałem.
To dodało mi skrzydeł i napisałem tych wierszy więcej.
Gdy przyjrzałem się im po pewnym czasie, gdy przetrząsnąłem ich trzewia trzeźwym okiem prozaika, wypadły z nich popękane serca i zdradzone dusze, upadłe królestwa i hymny nostalgii...
To nie był zimny prysznic. To była Niagara zaostrzonych kryształów lodu.
Zerwałem z poezją. Chyba zbyt smutną duszę na poezję mam.
A odcinanie głów jakoweś jej rozweselenie przynosi...
Na szczęście rozweselenie przynosi mej osobliwej duszy także poezja Gości. Poezja wesoła, krzepiąca, humorystyczna - poezja świąteczna.
Zapraszam do lektury, która przybliża nam o kolejny krok magię świąt.
*Obrazek powyżej sprawiła nam Ewa Łokuciejewska.
Mikołajowy dylemat…

Hej, dzisiaj na wsi, porywisty wiatr
śniegu nie przyniósł, tylko zimna znak.
Biedny Mikołaj włosy z brody rwie,
„Co zrobić?” – pyta; w podróż ruszać chce.
„Jak tu saniami dowieźć mam prezenty,
gdy Grudzień nawet w kurtkę nie zapięty?”
„Jak mam dziś dotrzeć do wszystkich dzieci,
kiedy tu nie ma porządnej zamieci?”
W sukurs mu przyszła Mikołajowa,
jako że mądra z niej białogłowa:
„Mężu mój drogi, zaprzęgaj konie
do bryki nowej, choć po sezonie.”

Jak poradziła, takoż zrobiła;
dzwonki brzęczące też zawiesiła.
Miast reniferów, wybrała konie
plotąc im grzywy, włosy w ogonie.
Widząc to wszystko, Mikołaj drogi
zaklasnął w dłonie, z uśmiechem błogim.
„Hej, Elfy cudne, prezenty znoście
i brykę moją nimi wymośćcie!”
I tak w tym roku, z tradycją nową,
przybył Mikołaj z Mikołajową
do dziatwy wielce wyczekującej
raźnie i głośno podśpiewującej:
„Ho, Ho, Ho, Param, Pam, Pam, Pam!”

© Katarzyna Georgiou
Piosenka Piernikowego Człowieczka

Zanim do życia będę przyzwany,
z mąki i przypraw jak co rok wstanę,
dni parę w ziąbie chłodniczym spędzę,
gdzie przyspieszone me dojrzewanie…
Piękny ci jestem, jak malowany,
miodem i cukrem poukraszany,
z pudrem, przyprawą cynamonową,
z imbirem, skórką pomarańczową…
Jeśli do domu z fantazją trafię,
mam surdut z lukru i jestem ciachem:)
Jeśli zaś w kuchni jest Leniwcowa,
biada mi biada, rzecz to nie nowa,
golutki chodzę, wiatr mnie podwiewa,
nic mnie nie różni od zwykłochleba.

Roku pewnego, dobrze pamiętam
spędziłem bardzo niezwykłe święta
u pewnej Wiedźmy, co Skrzata chowa -
u niej tradycja zupełnie nowa.
Nie dość, że wcale mnie nie ubrała
to jeszcze słodką melasę wlała
w środek mojego ciała gibkiego
do harców takich nie przywykłego!
A po melasie, kakao w proszku
i cytrynową skórkę po prostu.
Tak się tym wszystkim zbulwersowałem,
że już o portki nie zapytałem,
myśl o surducie nie zaświtała,
na jednej szelce gdzieś zadyndała…
Zanim się całkiem zorientowałem,
już w piekarniku wylądowałem.
A potem, potem… to było piękne,
niewysłowione, w magię zaklęte –
dostałem krawat z czerwonej wstążki
i do kucharskiej trafiłem książki!
No a poza tym, dekorowałem -
w Pannę Iglastą się nawtulałem,
i przyznam szczerze, że było miło,
choć do surduta trochę się ckniło:)
© Naskalna
Przepis na Piernikowe Ludki:
0,5 kg mąki
pół słoika miodu (40 dkg)
20 dkg cukru pudru
4 dkg rozpuszczonego masła
2 jajka
1dkg sody (kopiasta łyżeczka)
½ dkg korzeni (imbir, cynamon, goździki, lub gotowa przyprawa do pierników)
Wszystko wymieszać i zagnieść ciasto, które ma kilka dni leżakować w lodówce, zawinięte w folię. Potem rozwałkowywać na stolnicy, obficie podsypując mąką, i wycinać kształty foremką ludzikową. Piec na papierze pergaminowym przez 10-15 minut, w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C. Gdy się zaczną złocić i rumienić z powodu nagości, wyciągać z piekarnika i zdjąć z blaszki. Po wystudzeniu, pakować do puszki, do późniejszych celów konsumpcyjnych lub ubierać w krawaty z czerwonej wstążki i zawieszać na choinkę.
Z kucharskiej księgi czarownicy:
1. Zaleca się dodawać do ciasta piernikowego własnoręcznie kandyzowaną skórkę pomarańczową. Wówczas, po upieczeniu, kawałki skórki chrupią i na podniebieniu rozchodzi się aromat pomarańczy.
2. Jeśli mamy ochotę na niecodzienny smak pierniczków, można dodać łyżeczkę kakao do ciasta w czasie zagniatania. Zamiast kakao, można dodać parę łyżek czarnej melasy trzcinowej lub buraczanej, albo syrop klonowy… mniam!
3. Pierniczki są twarde, ale w kontakcie z ciepłem jamy ustnej, wręcz rozpuszczają się z dostarczonej podniebieniu przyjemności.
4. Uwaga do smakoszy – surdut z lukru nie zalecany. Pierniczki najlepsze saute!
Orgii smaków życzę i pozdrawiam świątecznie!
Niech wam się darzy!
Naskalna :)
Żywot Piernikowego Człowieczka ujął mnie szczególnie. Plus przepis, który ma wartość uzdrawiającą 1500 razy większą niż Panadol, na ten przykład.
OdpowiedzUsuńPełna zgoda co do panaceum :) No ślicznie pod tą zaostrzona stalówkę poszłam:)))
OdpowiedzUsuńMniam, mniam... Niestety, dla mnie jako cukrzyka to już jest świat niedostępny... :( buuu!
OdpowiedzUsuńOjej, AiR, tedy kiełki i sok z trawy polecam - cuda uczynią! Serio.
OdpowiedzUsuńSkalny Kwiecie: bo ja niezgorszym, wprawionym już chirurgiem jestem. :)
Muszę jeszcze dodać, że cała kompozycja, włączając zdjęcia, jest dziełem Autorki.
OdpowiedzUsuńKtóra może kiedyś zaprosi Lwy na pierniki. :)
Świetne wiersze, szczególnie niezwykłe przygody pierniczka :D To chyba poezja oparta na faktach, sądząc po załączonym przepisie! Cudownie :))
OdpowiedzUsuńOj tak... zdecydowanie na faktach:) Szczególnie jak się ma pomagiera w osobie 8 letniego Skrzata, to trzeba być kreatywnym w kuchni:)))
OdpowiedzUsuńDzięki za ciepłe przyjęcie wierszy, a na więcej zapraszam na mój blog Wyobraźni Świat.
Pozdrawiam serdecznie, Naskalna
Ależ się miło świątecznie zrobiło. Przyłączam się do fanklubu historii piernikowego człowieczka :)
OdpowiedzUsuńJuż się nie mogę doczekać pieczenia własnych człowieczków i reniferków na choinkę
Pozdrawiam równie świątecznie
Gratuluję wygrania konkursu:) Za późno? E tam:P
OdpowiedzUsuńA wiersze...same się bronią :)
Nie tylko się bronią, ale robią na nas podbój!... I dobrze, ja tam wywieszam białą flagę, bo znam moc słowa - i magii - Naskalnej!
OdpowiedzUsuńTaa... Jeszcze 10 dni do pierników. Tak niewiele...
I tak wiele.
A jak się Wam podoba mój kot?
OdpowiedzUsuńCudniasty, Ewo, cudniasty!
OdpowiedzUsuńTo zwykły dachowiec... Najpiękniejsza na świecie Mysz.
OdpowiedzUsuńNie miałem pojęcia, że to Twój kot, Ewo. :) Czysty urok!
OdpowiedzUsuńTo prawda, to najbardziej miziasty kot, jakiego znam...
OdpowiedzUsuńTo ja go chyba kidnapnę...
OdpowiedzUsuńNic z tego. Jest mój.
OdpowiedzUsuńHm. Brzmi stanowczo. Odpuszczam.
OdpowiedzUsuńTym bardziej, iż mam nieodparte przekonanie, że to kot szczęśliwy tam, gdzie jest, i z kim jest.
Kocurek jest uroczy!...ja mogę go kidnapinąć ?:)
OdpowiedzUsuń----
Skalny Kwiecie pierniczki są zapewne wyśmienite ...ślinka mi aż poleciała, bo wyglądają tak kusząco i smakowicie:P
a piękne ci one,piękne jak malowane, bo miodem i cukrem poukraszane....mniam :P
I lekko erotyzowa... znaczy - aromatyzowane. Miód malina hou-hou.
OdpowiedzUsuń;)