Dawno nie było, prawda? Ale oto jest kolejna odsłona z frapująco-rozweselającego żywota małżeńskiego Andżeliki i Emiliara.Ile to już mamy tych Andżelik? Policzmy...
Andżelika Andżelika Andżelika Andżelika Andżelika Andżelika Andżelika Andżelika Andżelika Andżelika Andżelika Andżelika Andżelika...
No prawie 600. Dokładnie 13. A dzisiejszy odcinek to już, moi drodzy, czternasty. XIV-ty.
Dzisiejszy stanowi wyjątkowo smakowity kąsek. Jak każdy poprzedni. Tym razem ONO Socjopatyczne porusza istotną kwestię wiary w istnienie Świętego Mikołaja. Rzecz jest bardzo istotna - dlatego ONO uderza swoją historią w Czytelnika niczym gromem. Albo kometą.
A raczej - Gwiazdą Betlejemską.
Zapraszam do lektury.
Emiliar leżał na łóżku i nucił sobie "Jingle Bells" wymyślając swoje własne słowa do tego:
- Mikołaj, Mikołaj, moje klocki ma, może jeszcze, jeszcze dzisiaj mi je da. Hoł hoł hoł, klocki ma, chyba mi je da.
Dzisiejszy stanowi wyjątkowo smakowity kąsek. Jak każdy poprzedni. Tym razem ONO Socjopatyczne porusza istotną kwestię wiary w istnienie Świętego Mikołaja. Rzecz jest bardzo istotna - dlatego ONO uderza swoją historią w Czytelnika niczym gromem. Albo kometą.
A raczej - Gwiazdą Betlejemską.
Zapraszam do lektury.
Nadesłało: ONO Socjopatyczne
Andżelika. Święty Mikołaj.
Andżelika i Emiliar byli umówieni na wigilijną kolację ze swoimi znajomymi, Tadeuszem i Agnieszką. Zbierali się do właśnie do wyjścia.
- Nie wiem, po co kupiłaś prezenty dla dzieci, przecież Mikołaj dla nich przyniesie - powiedział Emiliar patrząc na zapakowane w wesoły papier cztery pudełka.
- Tak, przyniesie im, te od ich rodziców. Agnieszka zaprosiła nas na Wigilię, wiec wypadało kupić prezenty.
- Mikołaj przynosi prezenty, Andżeliko! - denerwował się Emiliar.
- Mam wrażenie, że ominęła cię podstawówka i uświadamianie przez podłe dzieci, że Święty Mikołaj nie istnieje - zaszydziła, pakując pudełka do bagażnika samochodu.
- Cicho!!! Przecież on słyszy, on wszystko słyszy i będzie mu przykro, że tak mówisz. Elfom też.
- No proszę cię - pokiwała głową i wsiadła do samochodu.
Jechali w ciszy. Ulice były prawie puste, kompozycja nastroju, śniegu i świątecznych światełek rozwieszonych po całym mieście, wprawiły Andżelikę we wspaniały nastrój.
Na krótką chwilę.
- Jak możesz twierdzić, że Święty Mikołaj nie istnieje? - zapytał Emiliar.
Andżelika ze zdziwienia nie była w stanie przez dłuższą chwilę powiedzieć ani słowa. Głos Emiliara był bardzo poważny. Znała go już na tyle dobrze, że wiedziała, że to nie są jego głupie żarty.
- Istnieje dla dzieci, a gdy dorastają przestają w niego wierzyć - powiedziała jedyne zdanie, jakie przyszło jej do głowy.
- No właśnie, ludzie przestają w niego wierzyć i wtedy on traci swoją moc. Z każdym dzieckiem, które przestaje w niego wierzyć albo wątpi, ginie kawałek jego świata. Świata prezentów, Andżeliko!
Popatrzyła na niego wielkimi oczami.
- Słuchaj, może jednak spędzimy Wigilię w domu, nie czujesz się chyba najlepiej.
- Nie, czuję się bardzo dobrze, tylko nie chcę żebyś mówiła takie rzeczy o świętym Mikołaju - powiedział.
- No dobrze, nie będę, przepraszam - uśmiechnęła się.
Uśmiechnęła się, ale w głębi serca czuła niepokój. Pierwszy raz Emiliar zachował się w taki sposób, mówiąc o czymś tak niedorzecznym, jak istnienie Mikołaja. Postanowiła jednak puścić to w niepamięć i zmienić temat, żeby i on dłużej o tym nie myślał.
- Nie mogę się doczekać śledzia w śmietanie - wyśpiewała radośnie.
- A ja prezentów. Napisałem w liście do Mikołaja, że nie chcę zbyt wielu, ale mam specjalne życzenie w tym roku. Chcę się z nim spotkać, chcę aby wręczył mi prezent osobiście, bo jeszcze nigdy tego nie zrobił, a powinien przynajmniej raz w życiu odwiedzić każde dziecko.
- Emiliarze, wróćmy, proszę, do domu - ja chyba nie czuję się najlepiej - powiedziała spanikowana.
- Nie możemy, napisałem w liście, że będziemy u Tadeusza i Agnieszki na Wigilii i żeby tam mnie odwiedził.
- Napisałeś list do Mikołaja? I na jaki adres go wysłałeś? - szydziła.
- No na biegun, a niby gdzie!
Andżelika postanowiła zakończyć rozmowę i włączyła radio. Do końca drogi jechali słuchając świątecznej listy życzeń.
Zasiedli do stołu. Według zasady świątecznej Agnieszki i Tadeusza, najpierw wigilijna kolacja, potem przychodzi Mikołaj i daje prezenty, a na koniec kawa i deser.
Dzieci nie jadły zbyt wiele, by jak najszybciej zakończyć ucztę i przejść do kolejnego punktu programu. Emiliar jadł, jednak nerwowo stukał palcami w stół, jakby niecierpliwił się razem z dziećmi.
- Chyba słyszę mój alarm samochodowy, pójdę i wyłączę go - powiedział Tadeusz, ukradkiem puszczając oczko do reszty dorosłych.
- Ja nic nie słyszę - dodał Emiliar.
- Cicho siedź! - kopnęła go pod stołem Andżelika.
Tadeusz wyszedł.
Po krótkiej chwili dzieci usłyszały cichutkie pukanie do drzwi.
- Mamo, ktoś puka! - krzyczały podekscytowane.
- Lećcie otworzyć, to może być Mikołaj - zawołała Agnieszka.
- Nie wiem, po co kupiłaś prezenty dla dzieci, przecież Mikołaj dla nich przyniesie - powiedział Emiliar patrząc na zapakowane w wesoły papier cztery pudełka.
- Tak, przyniesie im, te od ich rodziców. Agnieszka zaprosiła nas na Wigilię, wiec wypadało kupić prezenty.
- Mikołaj przynosi prezenty, Andżeliko! - denerwował się Emiliar.
- Mam wrażenie, że ominęła cię podstawówka i uświadamianie przez podłe dzieci, że Święty Mikołaj nie istnieje - zaszydziła, pakując pudełka do bagażnika samochodu.
- Cicho!!! Przecież on słyszy, on wszystko słyszy i będzie mu przykro, że tak mówisz. Elfom też.
- No proszę cię - pokiwała głową i wsiadła do samochodu.
Jechali w ciszy. Ulice były prawie puste, kompozycja nastroju, śniegu i świątecznych światełek rozwieszonych po całym mieście, wprawiły Andżelikę we wspaniały nastrój.
Na krótką chwilę.
- Jak możesz twierdzić, że Święty Mikołaj nie istnieje? - zapytał Emiliar.
Andżelika ze zdziwienia nie była w stanie przez dłuższą chwilę powiedzieć ani słowa. Głos Emiliara był bardzo poważny. Znała go już na tyle dobrze, że wiedziała, że to nie są jego głupie żarty.
- Istnieje dla dzieci, a gdy dorastają przestają w niego wierzyć - powiedziała jedyne zdanie, jakie przyszło jej do głowy.
- No właśnie, ludzie przestają w niego wierzyć i wtedy on traci swoją moc. Z każdym dzieckiem, które przestaje w niego wierzyć albo wątpi, ginie kawałek jego świata. Świata prezentów, Andżeliko!
Popatrzyła na niego wielkimi oczami.
- Słuchaj, może jednak spędzimy Wigilię w domu, nie czujesz się chyba najlepiej.
- Nie, czuję się bardzo dobrze, tylko nie chcę żebyś mówiła takie rzeczy o świętym Mikołaju - powiedział.
- No dobrze, nie będę, przepraszam - uśmiechnęła się.
Uśmiechnęła się, ale w głębi serca czuła niepokój. Pierwszy raz Emiliar zachował się w taki sposób, mówiąc o czymś tak niedorzecznym, jak istnienie Mikołaja. Postanowiła jednak puścić to w niepamięć i zmienić temat, żeby i on dłużej o tym nie myślał.
- Nie mogę się doczekać śledzia w śmietanie - wyśpiewała radośnie.
- A ja prezentów. Napisałem w liście do Mikołaja, że nie chcę zbyt wielu, ale mam specjalne życzenie w tym roku. Chcę się z nim spotkać, chcę aby wręczył mi prezent osobiście, bo jeszcze nigdy tego nie zrobił, a powinien przynajmniej raz w życiu odwiedzić każde dziecko.
- Emiliarze, wróćmy, proszę, do domu - ja chyba nie czuję się najlepiej - powiedziała spanikowana.
- Nie możemy, napisałem w liście, że będziemy u Tadeusza i Agnieszki na Wigilii i żeby tam mnie odwiedził.
- Napisałeś list do Mikołaja? I na jaki adres go wysłałeś? - szydziła.
- No na biegun, a niby gdzie!
Andżelika postanowiła zakończyć rozmowę i włączyła radio. Do końca drogi jechali słuchając świątecznej listy życzeń.
***
Zasiedli do stołu. Według zasady świątecznej Agnieszki i Tadeusza, najpierw wigilijna kolacja, potem przychodzi Mikołaj i daje prezenty, a na koniec kawa i deser.
Dzieci nie jadły zbyt wiele, by jak najszybciej zakończyć ucztę i przejść do kolejnego punktu programu. Emiliar jadł, jednak nerwowo stukał palcami w stół, jakby niecierpliwił się razem z dziećmi.
- Chyba słyszę mój alarm samochodowy, pójdę i wyłączę go - powiedział Tadeusz, ukradkiem puszczając oczko do reszty dorosłych.
- Ja nic nie słyszę - dodał Emiliar.
- Cicho siedź! - kopnęła go pod stołem Andżelika.
Tadeusz wyszedł.
Po krótkiej chwili dzieci usłyszały cichutkie pukanie do drzwi.
- Mamo, ktoś puka! - krzyczały podekscytowane.
- Lećcie otworzyć, to może być Mikołaj - zawołała Agnieszka.
- To pewnie Tadeusz, zapomniał kluczy i puka - odrzekł Emiliar, przeżuwając kawałek śledzia w śmietanie.
Dzieci nie usłyszały tego, bo były już przy drzwiach i z radością krzyczały do mamy, że to Mikołaj. Skakały, zagadywały i szarpały go radośnie.
Dzieci nie usłyszały tego, bo były już przy drzwiach i z radością krzyczały do mamy, że to Mikołaj. Skakały, zagadywały i szarpały go radośnie.
- Czy w tym domu są jakieś grzeczne dzieci? - spytał Mikołaj.
Gdy w holu dwójka najszczęśliwszych pod słońcem dzieci, krzyczała, że były grzeczne, w jadalni Emiliar stanął na równe nogi.
- To on, przyszedł do mnie - powiedział z niedowierzaniem.
- Siadaj, Mikołaj jest dla dzieci - próbowała przywrócić go do równowagi Andżelika.
Gdy w holu dwójka najszczęśliwszych pod słońcem dzieci, krzyczała, że były grzeczne, w jadalni Emiliar stanął na równe nogi.
- To on, przyszedł do mnie - powiedział z niedowierzaniem.
- Siadaj, Mikołaj jest dla dzieci - próbowała przywrócić go do równowagi Andżelika.
Mikołaj wszedł do salonu, obok postawił wielki, zielony worek, z którego aż wysypywały się prezenty. Dzieci obsiadły go z dwóch stron, co chwilę pokazując mu swoje rysunki, choinkę i prezenty z zeszłego roku. Absolutnie nie zorientowały się, że brakuje jednego z domowników.
- Więc zobaczmy, co Elfy tu dla was przygotowały w tym roku - powiedział Mikołaj.
- Dla mnie auto na pilota - wykrzyczał Krzyś.
- Dla mnie lalkę Barbie Camping - powiedziała nieśmiało maleńka Zuzia.
- A dla mnie Lego Ninjago! - Emiliar wykrzyczał najgłośniej. - Prosiłem cię, Mikołaju, o to w liście.
Mikołaj troszkę się zmieszał. Nie był przygotowany na taki przebieg wydarzeń, ale próbował wybrnąć z sytuacji, mówiąc:
- Dla Ciebie też coś tu mam, Emiliarze.
- On zna moje imię! Angela, słyszysz, on do mnie po imieniu! - szturchnął ją i pobiegł usiąść na dywanie przed samym Mikołajem.
- Krzysiu, to dla ciebie - powiedział, wyciągając z worka wielkie pudło, pięknie opakowane w niebieski papier z czerwonymi gwiazdkami.
- Dziękuję.
- A to dla ciebie, Zuziu, byłaś bardzo grzeczna, więc twoja prośba o lalkę również została spełniona - uśmiechnął się Mikołaj, podając małej dziewczynce, równie wielkie pudełko, jak pierwszemu dziecku.
- Dziękuję, Mikołaju.
Dziewczynka wspięła się na palce, najwyżej jak tylko potrafiła, by dać całusa Mikołajowi.
- Reszta prezentów to niespodzianki dla ws wszystkich, za to, że cały rok byliście wszyscy bardzo grzeczni - wyśpiewał wesoło Mikołaj.
- A moje Lego? - spytał Emiliar.
- Ciii! - z drugiej części pomieszczenia Andżelika próbowała uciszyć Emiliara.
- Krzysiu, to dla ciebie - powiedział, wyciągając z worka wielkie pudło, pięknie opakowane w niebieski papier z czerwonymi gwiazdkami.
- Dziękuję.
- A to dla ciebie, Zuziu, byłaś bardzo grzeczna, więc twoja prośba o lalkę również została spełniona - uśmiechnął się Mikołaj, podając małej dziewczynce, równie wielkie pudełko, jak pierwszemu dziecku.
- Dziękuję, Mikołaju.
Dziewczynka wspięła się na palce, najwyżej jak tylko potrafiła, by dać całusa Mikołajowi.
- Reszta prezentów to niespodzianki dla ws wszystkich, za to, że cały rok byliście wszyscy bardzo grzeczni - wyśpiewał wesoło Mikołaj.
- A moje Lego? - spytał Emiliar.
- Ciii! - z drugiej części pomieszczenia Andżelika próbowała uciszyć Emiliara.
- Może za rok Elfy ci wyprodukują, Emiliarze - powiedział Mikołaj, już bardzo mocno zakłopotany dziecinnym zachowaniem Emiliara. Nie wiedział, czy to są jego żarty, ale wyraz twarzy wskazywał coś zupełnie przeciwnego.
- Zaraz, zaraz - rzekł Emiliar, wpatrując się w twarz Mikołaja - jakiś znajomy ten głos i ta twarz.
Emiliar nie spuszczając oka z twarzy brodatego mężczyzny, wstał i przysuwał się coraz bliżej. Tadeusz-Mikołaj czuł, że robi się bardzo czerwony, a sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Przerzucił wzrok na Andżelikę, szukając w niej ratunku. Ona i Agnieszka stały jak posągi, nie wiedząc, jak się zachować. Dzieci parzyły na Emiliara, zaciekawione jego słowami.
- To oszust! To nie jest Mikołaj! To wasz tata się przebrał! - wykrzyczał, ciągnąc za brodę Tadeusza.
Przyklejona do twarzy wata została w rękach Emiliara.
- Oto jest dowód, spójrzcie, to wasz tata! Przecież go tu nie ma z nami!
Zuzia przestraszona pobiegła do mamy. Mały Krzyś zaczął płakać, że rodzice go oszukali i że Mikołaj nie istnieje. Andżelika próbowała wyciągnąć z salonu Emiliara, jednak ten co chwilę się jej wyszarpywał.
Panował straszny chaos, a płacz dzieci ściskał serca rodziców.
- Mikołaj istnieje, Krzysiu - mówił dalej Emiliar - tylko pewnie byliście niegrzeczni cały rok i dlatego tu nie przyszedł! Dlatego wasz
ojciec-kłamca musiał się przebierać!
Płacz stał się jeszcze bardziej rzewny. Andżelice udało się wyciągnąć Emiliara i zamknąć się z nim w łazience.
- Czyś ty na głowę upadł! Zniszczyłaś im święta! - wrzeszczała.
Przyklejona do twarzy wata została w rękach Emiliara.
- Oto jest dowód, spójrzcie, to wasz tata! Przecież go tu nie ma z nami!
Zuzia przestraszona pobiegła do mamy. Mały Krzyś zaczął płakać, że rodzice go oszukali i że Mikołaj nie istnieje. Andżelika próbowała wyciągnąć z salonu Emiliara, jednak ten co chwilę się jej wyszarpywał.
Panował straszny chaos, a płacz dzieci ściskał serca rodziców.
- Mikołaj istnieje, Krzysiu - mówił dalej Emiliar - tylko pewnie byliście niegrzeczni cały rok i dlatego tu nie przyszedł! Dlatego wasz
ojciec-kłamca musiał się przebierać!
Płacz stał się jeszcze bardziej rzewny. Andżelice udało się wyciągnąć Emiliara i zamknąć się z nim w łazience.
- Czyś ty na głowę upadł! Zniszczyłaś im święta! - wrzeszczała.
Emiliar nie reagował na to, co mówiła do niego żona. Cały czas powtarzał że Mikołaj nie przyszedł, a on cały rok był grzeczny i tak
bardzo mu zależało. Padł na kolana i zaczął szlochać w nogawkę od spodni Andżeliki mówiąc:
- Wszystko zepsuły...
- Kto? - spytała Andżelika
- Te diabelskie dzieci, pewnie były niegrzeczne cały rok i teraz ja przez to cierpię.
Andżelika nie odpowiedziała nic. Wyjęła telefon, wyszukała numer i przyłożyła słuchawkę do ucha. Po trzech sygnałach odezwał się głos:
- Słucham?
- Wszystko zepsuły...
- Kto? - spytała Andżelika
- Te diabelskie dzieci, pewnie były niegrzeczne cały rok i teraz ja przez to cierpię.
Andżelika nie odpowiedziała nic. Wyjęła telefon, wyszukała numer i przyłożyła słuchawkę do ucha. Po trzech sygnałach odezwał się głos:
- Słucham?
- Witaj, Marku, tu Andżelika, wiem, że jest Wigilia i wiem, że to mało odpowiedni moment ale potrzebuję twojej pomocy...
***
Emiliar leżał na łóżku i nucił sobie "Jingle Bells" wymyślając swoje własne słowa do tego:
- Mikołaj, Mikołaj, moje klocki ma, może jeszcze, jeszcze dzisiaj mi je da. Hoł hoł hoł, klocki ma, chyba mi je da.
Absolutnie nie zwracał uwagi na to, że nie jest u siebie w domu, a na oddziale psychiatrycznym miejskiego szpitala. Dostał środki uspokajające i miał przywiązane ręce i nogi. Śpiewał sobie świąteczną melodię i patrzył, jak jego stopy wesoło podrygują w jej takt.
Dopiero po jakiejś godzinie zorientował się, że nie jest jedynym pacjentem w tym pomieszczeniu.
Obok na łóżku leżał mężczyzna. Patrzył się z uśmiechem na Emiliara, ale nie wyglądał na chorego psychicznie pacjenta. Przypominał raczej zrelaksowanego kuracjusza sanatorium.
Emilar odwzajemnił uśmiech.
- Wesołych świąt - powiedział starszy mężczyzna.
Emilar odwzajemnił uśmiech.
- Wesołych świąt - powiedział starszy mężczyzna.
- Wzajemnie, proszę pana.
- A więc, Emiliarze, pisałeś w liście, że chcesz mnie spotkać... Zatem jestem.
- A więc, Emiliarze, pisałeś w liście, że chcesz mnie spotkać... Zatem jestem.
Usmialem sie jak tonaca kobyla! To ci dopiero wredne bachory...tak zepsuc Emiliarowi Swieta! No ale jest i optymistyczny akcent- w koncu Emiliar spotkal Mikolaja xD
OdpowiedzUsuńJestem wstrząśnięty!!! Ta cholerna cywilizacja jest taka bezduszna...
OdpowiedzUsuńCzytam te Wasze opowiadanka i utwory Autora i wiecie co mi się przypomina? W Jedynce Polskiego Radia, w latach 60. i do połowy lat 70. były takie audycje: "Jarmark cudów", "Kwadrans dla poważnych" czy "Radiokabaret bum-tara", w których czytano właśnie takie krótkie humoreski i to nie byle kogo: Bierce'a, France'a czy Wilde'a... To, co tutaj czytam przypomina mi właśnie te klimaty. Późny wieczór, mama całująca nas na dobranoc, a potem tylko radio na nastawione na pianissimo, księżyc w oknie i właśnie te urokliwe chwile sam na sam z literaturą. Bezcenne...
OdpowiedzUsuńW ogóle gdzie się podziały te dawne audycje, z tym klimatem i humorem, hm...
OdpowiedzUsuńThank You, Javed. Especially for Rawalpindi option.
OdpowiedzUsuńNie ma ich Autorze - zastąpił je bełkot. A w niedzielę rano zawsze grała kapela Feliksa Dzierżanowskiego czy zespół akordeonistów Wesołowskiego. Dzisiaj - kościółkowe pienia i brednie, aż się słuchać tego nie chce... Tak swoją drogą, czy ktoś jeszcze pamięta Poznańską 15 Radiową Jerzego Miliana, który później stworzył Orkiestrę Rozrywkową Polskiego Radia Katowice. A i Górny i jego orkiestra też powoli odchodzą w zapomnienie - a szkoda. Zawsze w niedzielny wieczór słuchało się najlepszych orkiestr - od Trzech M aż do (jeszcze wtedy młodego) Ray'a Coniffa, Franka Purcella czy Norrie Paramoura - gdzie te czasy i gdzie ta muzyka!? To se uż nevrati - a szkoda!
OdpowiedzUsuńAno tak. Nasuwa się pytanie, czy to, co się z nami dzieje, to ewoluowanie, czy bardziej dryfowanie? :)
OdpowiedzUsuńONO-jak zwykle wstrząsająco-wspaniałe!
OdpowiedzUsuńDziękuję za odwiedziny.
OdpowiedzUsuńProwadzisz wspanialy blog.
Ja po mojej mieszkaniowej przeprowadzce pomału próbuje powrócić do netu.
Chętnie zagoszcze u Ciebie od czasu do czasu.
Pozdrawiam świątecznie.
Niesamowite!
OdpowiedzUsuńEmiliar w końcu w objęciach Mikołaja zrelaksowanego kuracjusza sanatorium pod reniferkami na haju :)))ha ha ha... dobre :D
Black Swan: czy ktoś w końcu kiedyś zrozumie biednego Emiliara?...
OdpowiedzUsuńKitajko: cieszy mnie niespodziewana rewizyta! Będzie mi miło rewizytować się nadal. :)
Dziękuję za opinię!
Gratuluję zdobycia nowego gniazdka - wspaniale jest pozyskać takie przed świętami. :)
Czy Emiliar osiągnął szczęście? Czy też on jest szczęśliwy zawsze?
OdpowiedzUsuńJako człowiek nie do końca przenikliwy rozumem, nie do końca elastyczny psychicznie, a jednocześnie bardzo wrażliwy sercem, jest albo:
OdpowiedzUsuń- sfrustrowany nieomal stale
- szczęśliwy, dziecięco optymistyczny i generalnie nie do złamania jak Griswald z filmu "Witaj, Święty Mikołaju".
Po namyśle stawiam na to drugie. Nie wypada inaczej przed Wigilią.
Z tą Andzią to już się prawie zaprzyjaźniłam... ale Mikołaj istnieje i tu z Emiliarem się solidaryzuję i basta!
OdpowiedzUsuńHowgh!
OdpowiedzUsuń