W końcu Autor raczył wygrzebać laptop spod ułańskich onuc i NRD-owskich getrów. Co prawda nie myślał wcześniej, że rozłąka z komputerem, który wysysa cenny czas (i szpik z kości ponoć) będzie trudna - ale też nie myślał, że trudny będzie powrót.
Bo jakoś z ociąganiem wrócił do swojego laptopa. Czyżby człowiek tak szybko odzwyczajał się od technologii? Ciekawe, że od Bałtyku i sosen jakoś nie da się odzwyczaić, nawet, gdy rozłąka trwa lata... Ba, im dłuższa, tym radośniejsze ponowne powitanie.
Zakładałem wcześniej szczegółowy bilans Lwów za rok 2011. Ile było konkursów, ile nowych opowiadań Autora, ile od Gości, ile razy kotem-ocelotem rzucono, albo ile razy skompromitował się niejaki Emiliar... Być może należałoby to wszystko z jakąś euklidesową starannością podliczyć, ale po pierwsze: nikt tu nie jest Euklidesem, a poza tym czemu miałoby to służyć...
Wystarczy garść danych, by wiedzieć, że Lwy są żywe, aktywne, i pomylenie ich z kamiennymi lwami z parku w Horodle byłoby wysoce nietaktowne, a nawet faux pas.
Lwy Nemejskie rozwijają się; dość powiedzieć, że rok 2010 zamykały bilansem 6 opowiadań Autora i 0 opowiadań Gości, gdy ten rok zamyka bilans 43 opowiadań Autora i 74 utwory Gości (nie licząc mrocznej zawartości Jaskini i noweli). Jest to marsz, co się zowie.
W tym roku Lwy zawarły przyjaźń z 9 blogami. Przyjaźń rzecz ważna.
Kooperacja też.
Międzyblogowa wymiana wirusów... czy raczej bakcyli i prątków pozytywnej energii - też ma swoje znaczenie.
Ostatnią tegoroczną nowością na stronie jest licznik flag, który szpiegowsko ujawnia, gdzie Lwy czytają. Ostatnim namierzonym Czytelnikiem jest tajemniczy ktoś z Martyniki.
Mój syn, który śledzi na bieżąco stan licznika, natychmiast ustalił, co to jest, gdzie leży, i jakim sąsiedztwem cieszy się ta Martynika. Stanęło na tym, że tajemniczym Gościem może być Jack Sparrow, region wszak karaibski.
Kapitan Sparrow jest oczywiście mile widziany, tylko niech nas nie straszy sercem Davy Jones'a obnoszonym w słoju.
W tym miejscu chciałbym zakomunikować, że jeden z aktywniejszych w pierwszej połowie roku Gości-Autorów, a zupełnie nieaktywny w drugiej, pan Stefan Ociosan, nadal pozostanie nieaktywny, i to już stale. Tak się bowiem złożyło, że pan Stefan Ociosan nie żyje.
Przypomnijmy, że Gość ów specjalizował się w krótkich, bardzo ironicznych opowiadaniach, przy czym niektórzy zarzucali mu nonszalancję wobec Czytelników.
Pan Ociosan stał się głośny szczególnie po publikacji trzech historii indiańskich przy okazji konkursu urodzinowego. Opowiadania wzbudziły dużo kontrowersji i wywołały rozłam miedzy Czytelnikami, którzy się nimi ubawili, a tymi, którzy nie kryli oburzenia. Pomstowali o szydzeniu z kultury Indian, którą to kulturę, jak wiemy, zdławiono, i dawali do zrozumienia, że Stafanowi Ociosanowi pal się należy.
Jest być może dość ponurym akcentem głosić czyjąś śmierć w poście noworocznym, który powinien jednak krzepić, uszczelniać szale i czapki, i pchać do konfrontacji z Nowym Rokiem z optymizmem. W zasadzie nie ma jednak powodu do żalu - Stefan Ociosan nie żyje głównie dlatego, że nigdy nie istniał. Wymyślił go sobie i Czytelnikom ten zuchwalec i szalbierz Autor.
Autor wielokrotnie ostrzegał, że na Gości Lwów czają się pułapki i ładunki wybuchowe szyderstwa, toteż liczy na to, że z sylwestrową serdecznością wybaczą mu ten psikus.
Szczególnie, że kulturę Indian zawsze sobie cenił.
Drodzy Goście. Lwy życzą Wam Mocy. Mocy i Światła w sercu w Nowym Roku.
To liczy się najbardziej.
Autor przeprasza, że w najbliższym czasie będzie się rzadziej udzielać. Przyczyną są poważne prywatne troski.
Bo jakoś z ociąganiem wrócił do swojego laptopa. Czyżby człowiek tak szybko odzwyczajał się od technologii? Ciekawe, że od Bałtyku i sosen jakoś nie da się odzwyczaić, nawet, gdy rozłąka trwa lata... Ba, im dłuższa, tym radośniejsze ponowne powitanie.
Zakładałem wcześniej szczegółowy bilans Lwów za rok 2011. Ile było konkursów, ile nowych opowiadań Autora, ile od Gości, ile razy kotem-ocelotem rzucono, albo ile razy skompromitował się niejaki Emiliar... Być może należałoby to wszystko z jakąś euklidesową starannością podliczyć, ale po pierwsze: nikt tu nie jest Euklidesem, a poza tym czemu miałoby to służyć...
Wystarczy garść danych, by wiedzieć, że Lwy są żywe, aktywne, i pomylenie ich z kamiennymi lwami z parku w Horodle byłoby wysoce nietaktowne, a nawet faux pas.
Lwy Nemejskie rozwijają się; dość powiedzieć, że rok 2010 zamykały bilansem 6 opowiadań Autora i 0 opowiadań Gości, gdy ten rok zamyka bilans 43 opowiadań Autora i 74 utwory Gości (nie licząc mrocznej zawartości Jaskini i noweli). Jest to marsz, co się zowie.
W tym roku Lwy zawarły przyjaźń z 9 blogami. Przyjaźń rzecz ważna.
Kooperacja też.
Międzyblogowa wymiana wirusów... czy raczej bakcyli i prątków pozytywnej energii - też ma swoje znaczenie.
Ostatnią tegoroczną nowością na stronie jest licznik flag, który szpiegowsko ujawnia, gdzie Lwy czytają. Ostatnim namierzonym Czytelnikiem jest tajemniczy ktoś z Martyniki.
Mój syn, który śledzi na bieżąco stan licznika, natychmiast ustalił, co to jest, gdzie leży, i jakim sąsiedztwem cieszy się ta Martynika. Stanęło na tym, że tajemniczym Gościem może być Jack Sparrow, region wszak karaibski.
Kapitan Sparrow jest oczywiście mile widziany, tylko niech nas nie straszy sercem Davy Jones'a obnoszonym w słoju.
W tym miejscu chciałbym zakomunikować, że jeden z aktywniejszych w pierwszej połowie roku Gości-Autorów, a zupełnie nieaktywny w drugiej, pan Stefan Ociosan, nadal pozostanie nieaktywny, i to już stale. Tak się bowiem złożyło, że pan Stefan Ociosan nie żyje.
Przypomnijmy, że Gość ów specjalizował się w krótkich, bardzo ironicznych opowiadaniach, przy czym niektórzy zarzucali mu nonszalancję wobec Czytelników.
Pan Ociosan stał się głośny szczególnie po publikacji trzech historii indiańskich przy okazji konkursu urodzinowego. Opowiadania wzbudziły dużo kontrowersji i wywołały rozłam miedzy Czytelnikami, którzy się nimi ubawili, a tymi, którzy nie kryli oburzenia. Pomstowali o szydzeniu z kultury Indian, którą to kulturę, jak wiemy, zdławiono, i dawali do zrozumienia, że Stafanowi Ociosanowi pal się należy.
Jest być może dość ponurym akcentem głosić czyjąś śmierć w poście noworocznym, który powinien jednak krzepić, uszczelniać szale i czapki, i pchać do konfrontacji z Nowym Rokiem z optymizmem. W zasadzie nie ma jednak powodu do żalu - Stefan Ociosan nie żyje głównie dlatego, że nigdy nie istniał. Wymyślił go sobie i Czytelnikom ten zuchwalec i szalbierz Autor.
Autor wielokrotnie ostrzegał, że na Gości Lwów czają się pułapki i ładunki wybuchowe szyderstwa, toteż liczy na to, że z sylwestrową serdecznością wybaczą mu ten psikus.
Szczególnie, że kulturę Indian zawsze sobie cenił.
Drodzy Goście. Lwy życzą Wam Mocy. Mocy i Światła w sercu w Nowym Roku.
To liczy się najbardziej.
Autor przeprasza, że w najbliższym czasie będzie się rzadziej udzielać. Przyczyną są poważne prywatne troski.
Jezu Chryste! Nie robi się takich rzeczy-Autorze. Ja się naprawdę przejęłam, nie wiem czemu, ale myślałam, że Pan Stefan to starszy pan wychowany na westernach...
OdpowiedzUsuńWybacz, Ewo, psikus. W każdym razie wszyscy pozostali są prawdziwi!
OdpowiedzUsuńDobrze, że żyją!
OdpowiedzUsuńNo to Lwie Nemejski - wszystkiego, co najlepsze w tym Nowym Roku MMXII i wszystkim kłopotom i problemów na pohybel!
OdpowiedzUsuńTego samego życzę wszystkim Blogowiczkom i Blogowiczom! :*
Drogi Autorze życzę Ci Twórczej Potęgi i Mocy Radości, Tęczy na Niebie i w ogóle Dobra, Szczęścia i zaskakuj Nas, bo w tym jesteś Najlepszy! :)
OdpowiedzUsuńNajlepsze życzenia Noworoczne składam wszystkim Gościom Lwów! :)
Re-Eunice
Dziękuję Wam wszystkim! Dobrze Was mieć...
OdpowiedzUsuńTobie i wszystkim Czytelnikom - zdrowia, zdrowia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy na ten Nowy Rok życzę!
OdpowiedzUsuńŻyczenia co się zowią!!
OdpowiedzUsuńNiedźwiedzie uściski odwzajemniam!
Szczęśliwego Nowego...
OdpowiedzUsuńPrzyjmijcie Kochani ode mnie te życzenia na ten Nowy 2012 Rok....
OdpowiedzUsuńSą to Irlandzkie życzenie dla przyjaciół...
***
Niech zawsze będzie praca dla twoich rąk ...
Niech w twoim portfelu zawsze będzie moneta albo dwie ...
Niech zawsze świeci słonce w twoim oknie ...
Niech przyjaciel zawsze będzie przy tobie ...
Niech po każdym deszczu pojawia się tęcza ...
Niech Bóg napełni twe serce radością...
***
Lwie!
Ostatnie Twoje zdanie bardzo mnie zaniepokoiło :((
Moje anioły posyłam do Was >>>>
Oby się nam wszystkim sprawdziły i spełniły... :)))
OdpowiedzUsuńCo masz na myśli, B. Swan?
OdpowiedzUsuń